KTOŚ WSKAZAŁ PALCEM, KTOŚ WYŚMIAŁ. KONIEC BAJKI.

 

Marzyła o sukience. Tego jednego dnia chciała wyglądać olśniewająco. Kończyła ósmą klasę, etap, który nie był dla niej łatwy. Nie odnalazła się w grupie rówieśników, wystylizowanych koleżanek, modnych kolegów. Trzymała się raczej z boku, niczym szara myszka. Nauczyła się tego przez ostatnie osiem lat. Nikt jej nie robił nic złego, zwyczajnie była ignorowana. Zbyt cicha, zbyt nieśmiała, zbyt staroświecka, zbyt… Mama mówiła, że jest indywidualistką, że to zaleta, ale ona wiedziała, że jest po prostu “zbyt”.

Tego dnia miał odbyć się wielki, szkolny bal. Pożegnalny. I ten jeden raz chciała dopasować się do reszty, poczuć, że jest częścią tej klasy. Choć na krótki moment. Do tego potrzebowała sukienki szałowej, modnej, odważnej, najlepiej czerwonej, żeby rzucała się w oczy. Niech chłopcy widzą, że wcale nie jest brzydka. Niech dziewczyny żałują, że wcześniej nie zauważyły w niej super laski.

Rodziców nie było stać na to, żeby wydać kilkaset złotych na kieckę ze znanym nazwiskiem na metce. Postanowiła, że brakującą resztę zarobi. Roznosiła ulotki, wyprowadzała psy sąsiadów na spacer, wszystko po to, by móc założyć kreację z marzeń.

Kupiła ją. Uzbierała tyle, ile trzeba było. Związała włosy w luźny kok, zrobiła makijaż, pomalowała paznokcie i ubrała sukienkę. Długo stała przed lustrem nie mogąc nadziwić się swemu odbiciu. Wyglądała obłędnie. Była zachwycona swoim widokiem. Nigdy wcześniej nie czuła się tak piękna. To wcale nie była zasługa sukienki, a poczucie, że udało jej się osiągnąć wyznaczony cel. Czuła dumę i satysfakcję, a głęboki dekolt nie miał z tym nic wspólnego.

Przyjechała na bal punktualnie. Czuła się jak Kopciuszek, który właśnie ma przeżyć najwspanialszą noc w swoim życiu. Już przed salą czuła na sobie wzrok rówieśników z równoległej klasy. A czar… czar prysł kiedy weszła do środka i usłyszała głośny śmiech koleżanek. Ktoś parsknął pod nosem, ktoś inny wskazał ją palcem, ktoś rzucił jakimś dowcipem w jej stronę. Nie pamięta już jakim, pamięta jak została wyśmiana.

Wróciła do domu. Spojrzała znów lustro. Jak mogła się sobie podobać jeszcze godzinę temu? Przecież ta sukienka nie jest warta tych pieniędzy, nie leży na niej dobrze, a tak naprawdę jest zwyczajnie brzydka. To najbrzydsza kiecka jaką widziała! Kok zupełnie nie pasuje do jej twarzy, a makijaż ma tandetny, niewprawny. Wyglądała okropnie. I tak się czuła.

Czy to prawdziwa historia? I tak, i nie. Nie pisałam o żadnej konkretnej osobie, ale przypomnij sobie ile razy czułaś się dumna ze swoich osiągnięć, a ktoś jednym zdaniem spowodował, że nagle zrozumiałaś, że to wcale nie są żadne osiągnięcia? Ile razy odczuwałaś satysfakcję, gdy ktoś jedną opinią zamieniał ją w zwykłe gówno? Ile razy byłaś szczęśliwa, by za chwilę ktoś jedną uwagą powodował, że uśmiech znikał z twojej twarzy? Ile razy podejmowałaś decyzje, by przypodobać się komuś, nie sobie? I w końcu, ile razy czułaś, że cudza opinia ma duży wpływ na twoje samopoczucie?
Dlaczego?

Nasza bohaterka czuła się jak “milion dolców”. Ktoś parsknął, ktoś wskazał palcem, ktoś zażartował. Koniec bajki.

Ile razy czułaś się wspaniałą mamą, gdy ktoś rzucił dobrą radą, w taki sposób, że poczułaś się najbardziej nieogarniętą matką na świecie? Ile razy podałaś swoje popisowe danie, gdy ktoś z rodziny podsumował je jako “zbyt słone/słodkie/suche/przysmażone”? I w jednej chwili uznałaś, że rzeczywiście nie jest takie dobre. Ile razy pozwalałaś na coś komuś, tylko dlatego, żeby nie było mu przykro?

Przestań!

Cokolwiek zrobisz, jeśli ktoś będzie chciał cię zranić, zrobić ci przykrość, ośmieszyć lub wyśmiać, zrobi to! ZROBI TO! Ale to, co Ty z tym zrobisz, zależy już tylko od Ciebie.