MAM DOSYĆ BYCIA DZIELNĄ!

 


Mam dosyć bycia dzielną!

Mam dosyć tych wszystkich spojrzeń, które z podziwem uznają mnie za bohaterkę. Bo dzieci. Bo dom. Bo praca. Bo coś tam. Mam dosyć wstawania rano i zakładania wyprasowanego stroju superbohaterki, który oczywiście odwieszony w odpowiednie miejsce czekał na kolejny dzień. Dzień, w którym poradzę sobie ze wszystkim śpiewająco, nierzadko z uśmiechem na twarzy.

Mam dosyć powtarzania w kółko: poradzisz sobie, dasz radę, kto jak nie ty, jesteś wspaniała. Nie chcę.

Tymczasem wstaję rano i pilnuję, by nikt o niczym nie zapomniał. By wszystko było dopięte na ostatni guzik. Zaplanowany dzień od A do Z. Dodatkowe zajęcia dzieci, obowiązki, praca i bycie gotowym na niespodziewane. Czuję, że beze mnie Ziemia przestanie się kręcić, ludzkość wyginie, a jak dam ciała to wszyscy na tym stracą.

Chcę, żeby ktoś ściągnął ze mnie odpowiedzialność za całą rodzinę. Żeby ktoś głośno powiedział: nie musisz być we wszystkim dobra. Możesz odpuścić. Świat się nie zawali jak odpoczniesz, wyluzujesz, zwolnisz. Możesz rzucić ten strój bohaterski w kąt, a tak naprawdę w ogóle go nie zakładać. Możesz nie ogarniać, jesteś tylko człowiekiem, słabości są ok. Masz prawo wściekać się, płakać, a nawet poddawać i zaczynać od nowa. Możesz zmarnować dzień, bo marnowanie jest potrzebne, by odzyskać energię i chęci do działania. Chcę słyszeć prawdziwe słowa, realne głosy. Nie tylko te w swojej głowie.

Bo ja to wszystko wiem. Wiem i powtarzam to sobie niemal codziennie, a potem muszę tłumaczyć się innym, że nie jestem perfekcyjna, nie jestem robotem, czuję, doświadczam, czasem jest mi zwyczajnie źle! Daję sobie na to przyzwolenie. Ale ja nie chcę tak. Chcę, żeby ktoś powiedział to w moim kierunku. Przykrył kocem, podał kakao, wyłączył budzik. Powiedział, że jestem wystarczająca taka jaka jestem. Chcę to usłyszeć. To takie usprawiedliwienie, które tak naprawdę nie jest mi potrzebne, by dalej żyć i działać, ale miło byłoby wiedzieć, że w oczach innych… też nie niczego nie muszę.