#WASZEWYZNANIA 35 / JAK MAM JĄ PRZYJĄĆ DO RODZINY?

Przez

Cześć Aniu,

Mam czwórkę dzieci, dwójka jest już dorosła, a młodsze córki są w wieku szkolnym.


Wszystko zaczęło się od tego, że posłaliśmy najstarszą córkę do renomowanego, „ lepszego” gimnazjum. Syn chodził do szkoly w okolicy i potem miał duże zaległości, musiał dużo siedzieć w ostaniej klasie, żeby podciągnąć się na tych testach.


Marcelina zawsze była nieśmiała w kontaktach z rówieśnikami, właściwie nie miała znajomych. Dlatego zgodziłam się na tamtą szkołę, mąż nalegał, że zmiana otoczenia dobrze jej zrobi.


Córka trafiła do innego świata, dzieci bogatych, wpływowych rodziców, które miały codziennie zajęcia dodatkowe. Nie radziła sobie z nauką , ze stresem. Dodatkowo klasa ją gnębiła, jedna dziewczyna to zaczęła, a oni podchwycili, każdy dzień był koszmarem.


Nie zauważyliśmy tego. Co mogę powiedzieć ? W tym czasie urodziłam Gabrysię, nasze najmłodsze dziecko w 26 tygodniu ciąży. Bałam się czy dziecko przeżyje, zaniedbaliśmy Marcelinkę. Tamta dziewczyna się z niej śmiała, że wieśniaczka, że duka po angielsku , że grubaska i nikt jej nie lubi.

Namówiła swojego kolegę, żeby udawał, że jest w niej zakochany. Ona w to uwierzyła, a cała klasa śmiała się z niej za plecami. Kiedy się o tym dowiedziała, zamknęła się w sobie, przestała jeść, schudła okropnie, przestała wychodzić z domu, zaczęła też pić alkohol.
W końcu udało nam się wyciągnąć od córki, przez co przechodziła w tej szkole. Marcelina była już wtedy pod opieką specjalisty , zmieniliśmy jej szkołę.


Byłam z mężem w tamtym gimnazjum, ale Pani dyrektor nie chciała wyciągnąć konsekwencji. Powiedziała, że młodzież robi czasem różne głupoty, ale tamta dziewczyna, Kaśka jest jedną z najlepszych uczennic w szkole, wygrywa konkursy, a jej ojciec jest ich głównym fundatorem. Ta dziewczyna, wszystko zaczęła, doprowadziła do takiego dramatu u mojej córki i nie poniosła żadnych konsekwencji. Nikt nie poniósł. A Marcelina całkiem straciła wiarę w siebie. Znienawidziliśmy z mężem tą dziewczynę.


Syn wyjechał do Warszawy studiować na SGH, byliśmy z niego bardzo dumni.Marcelina dalej źle sobie radziła, obwinialiśmy się z mężem. Inne dziewczyny w jej wieku, chodziły na zabawy, śmiały się, bawiły, a ona nie umiała już nikomu zaufać, była cieniem samej siebie.


Potem syn się zakochał. Rozpoznałam od razu, ale on nie chciał nic mówić, nie chciał zaprosić jej do domu. Nie chciał nawet pokazać jej zdjęcia. Nie powiedział też jak się nazywa, bo to niepewne i nie chce robić sobie nadziei. Od koleżanki dowiedziałam się, że widziała go z ładną dziewczyną,ze stomatologii, bo nic bym nie wiedziała.


To trwało już rok i wtedy mąż zapytał syna co jest z nią nie tak, że nie możemy jej poznać. W końcu syn przyznał, że to ta Kasia od Marceliny. Coś tam mówił, że ludzie się zmieniają, ale my go nie słuchaliśmy. Myślałam tylko o tym jak przyjmie to Marcelina.


Mąż kazał mu się wynosić, nawrzeszczał na syna, że jest nienormalny, że chce się spotykać z kimś takim. Chcieliśmy, żeby zerwał kontakt. Syn przyznał nam w końcu, że Kasia bardzo żałuje, że sama nie miała łatwo, że tak wychował ją ojciec. Bronił jej. Bronił dziewczyny, która doprowadziła jego siostrę do ruiny psychicznej ! Już wtedy był po jej stronie. Mąż był w takim stanie, że wyrzucił wszystkie jego rzeczy i kazał mu wrócić jak się opamięta. Zaczęli się szarpać, mąż go uderzył. Oboje się obrazili. Potem byłam u niego w Warszawie, chciałam porozmawiać i się pogodzić, ale ona tam była i spanikowałam. Nie spodziewałam się, że ona już z nim mieszka, że to zaszło tak daleko.


Po kilku miesiącach Szymon wysłał nam sms -„Kasieńka jest w ciąży”. Wtedy zrozumiałam, że ona jest już częścią naszej rodziny. Marcelina przyjęła to fatalnie, jak zdradę, znienawidziła go za to. Zaczęła pić i nie trzeźwieć, musieliśmy jej pilnować. Nie byliśmy na ślubie własnego dziecka.


Po narodzinach wnuka, mąż jako pierwszy się przełamał. Syn dzwonił i wysłał zdjęcie chłopca, zapraszał. Mąż pojechał z młodszymi dziewczynkami, wszyscy byli zachwyceni Józefem.


Wiem, że ona była u Marceliny, kiedy zaczęła spotykać się z Szymonem. Wiem, że przepraszała. Wiem, że matka ją zostawiła jak była małą dziewczynką, a ojciec był ciężki. Wiem, że tak ją wychowywał, że uczył ją, że okazywanie uczuć jest dla ludzi słabych i trzeba kogoś zniszczyć, zanim ktoś zniszczy Ciebie. Wiem, że umarł na nowotwór zanim osiągnęła pełnoletność. Wiem, że zmieniła się przy Szymonie, kiedy on ją pokochał.


Zazdroszczę mężowi, że potrafi z nią rozmawiać, śmiać się i całować w policzek na pożegnanie. Młodszym dziewczynkom nie opowiadaliśmy dokładnie całej historii, uwielbiają Kasię. Czekają na każdą ich wizytę. Marcelina nie umie się odnaleźć w życiu, a my nie umiemy jej pomóc. Chodzi do psychiatry, bierze leki, ale wciąż boję się, że sobie coś zrobi. Zaczęła studia i przerwała, nie chce iść do pracy. Nie odwiedzi brata. Szymon uważa, że to już jej problem, bo Kasia przepraszała i oni więcej nie mogą zrobić.


Powoli jej wybaczam. Sytuacja się zmieniła. Teraz to już nie tylko dręczycielka Marceliny, ale też żona naszego syna i matka naszego wnuka. W końcu zrozumiałam, że nic nie jest tylko czarne albo tylko białe.

 

#WASZEWYZNANIA to skryte maile, które publikuję za Waszą zgodą.

Jeśli chcecie podzielić się swoją historią piszcie na : kontakt@nieperfekcyjnamama.pl. Najciekawsze pojawiają się na blogu w każdą niedzielę.

Polecamy również

Translate »