MÓJ SPOSÓB, KTÓREGO NIE POCHWALAJĄ INNE MAMY

Przez

1. Jak co dzień, zawiozłam młodsze dzieci do przedszkola, a Martynę do szkoły. Wróciłam do domu, zrobiłam sobie kawę i stawiając kubek na stole zauważyłam… piórnik. Piórnik, który teraz córka powinna mieć w plecaku. Spojrzałam na zegarek w kuchni. 7:50. Zdążę jeszcze przed lekcjami go dowieźć.

Zamiast tego, siadam przy stole, delektuję się ciszą i pyszną, gorącą kawą, a zanim zacznę swoją pracę, zjem jeszcze śniadanie.

2. „Martyna, odrobiłaś już zadanie domowe?„. Nigdy nie pomagam córce w jej pracy. Dopóki nie natknie się na jakieś problemy i nie potrzebuje mojej pomocy, nie wtrącam się. Oczywiście, chętnie tłumaczę jej trudniejsze zagadnienia, ale tylko wtedy, gdy jest to konieczne. „Tak, wszystko już zrobiłam!„.

Kiedy wieczorem już śpi, przeglądam jej podręczniki. Jestem ciekawa czego teraz się uczy, na jakim etapie jest i czy rzeczywiście sobie radzi, tak jak mówi. W książce z matematyki widzę zadanie zakreślone kółkiem. To zadanie domowe. Nie odrobiła. Mogę jej rano przypomnieć, to zajmie jej przecież 5 minut.

Zamiast tego, milczę. Wiem jak to się skończy. Po południu zobaczę w internetowym dzienniku „bz”. Mimo to, nie przypominam jej o zadaniu.

3. Szkoła ogłasza konkurs. Martyna pilnie uczy się wiersza. Wiem jak powinna wystąpić, żeby wygrać. Mogłabym jej podpowiedzieć, pokazać. Zdolna jest, wygrałaby.

Obserwuję jak sama kombinuje, jak szuka swojej własnej interpretacji wiersza. Nie przerywam jej. Zajmuje wysokie miejsce, choć nie pierwsze.

 

Jestem złą mamą? Czy moja córka jest niedopilnowana? Zbyt wcześnie zrezygnowałam z surowej dyscypliny?

Ja to widzę inaczej.

Brak piórnika w szkole… Jej błąd. Jasne, mogła zwyczajnie zapomnieć, mogła nie zauważyć, takie rzeczy się zdarzają. Czy jeśli pobiegłabym za nią z powrotem do szkoły to oznaczałoby, że zawsze może na mnie liczyć? Wolę raczej okazywać jej swoje wsparcie w innych sytuacjach. Ta pokazałaby tylko, że niczym nie musi się przejmować. Mamusia dowiezie, mamusia poda, mamusia będzie pamiętać za nią. Niestety nie. Nie mogę być zawsze obok, nie zawsze mogę rzucić wszystko i biec. Dziewięciolatka musi umieć już sobie sama radzić. Również w takich przypadkach, gdy siada w szkolnej ławce i… nie ma czym pisać.

Brak zadania domowego może obniżyć średnią? Możliwe. Ale każdy nasz czyn i każde zachowanie pociąga za sobą jakieś konsekwencje. Niedbałość również. Dlaczego miałabym ją przed tym chronić? Dla wzorowych ocen? A może zamiast pilnować książek i zeszytów, zamiast trzymać rękę na pulsie, pozwolić jej na własne błędy i samodzielne wyciąganie wniosków? Tak szybciej nauczy się, że za swoją pracę tylko ona ponosi odpowiedzialność. A szkoła to przecież dopiero początek…

Moja córka jest ambitna. Zależy jej na wygranej w konkursach, a to duży atut. Uważam jednak, że nie sam wynik jest najważniejszy, a droga do osiągnięcia sukcesu. Lubię widzieć jak samodzielnie pracuje i uczę ją, że najważniejsze to być zadowolonym z siebie i swoich osiągnięć. Nie trzeba wygrywać, ba, nie trzeba nawet stawać na podium, by czuć się wspaniale po występie. Nigdy nie pytam najpierw o wynik. Pierwszym pytaniem jest: „Jesteś z siebie zadowolona?„. I zawsze jest, bez względu na zajęte miejsce w konkursie. Jakim sukcesem jest zdobycie pierwszego miejsca, kiedy całą pracę za dziecko wykona rodzic? Żadnym.

Nie twierdzę, że mój sposób wychowywania jest najlepszy i jedyny słuszny. Wiem, że dzieci bywają różne i niektóre potrzebują dłuższej uwagi i „pilnowania”. Ale może czasem należałoby po prostu odpuścić i pozwolić dziecku uczyć się życia. Małymi kroczkami. Bez parasola ochronnego, rodziców pod telefonem, mamy odprowadzającej dziecko aż pod samą klasę. Bez nacisku, że jedynie wyniki się liczą, a z umiejętnym pokazaniem, że konsekwencje naszego postępowania się nieuniknione. Nie zawsze będzie przecież obok mamusia. I nie zawsze trzeba być najlepszym.

Polecamy również

Translate »