WYGODA MAMY WAŻNIEJSZA OD BEZPIECZEŃSTWA DZIECKA?

Przez
karmienie podczas jazdy

 

Od jakiegoś czasu sporo podróżujemy z dziećmi. Co prawda, nie zwiedzamy świata wzdłuż i wszerz, ale dużo czasu spędzamy poza domem i zawsze wtedy poruszamy się samochodem. Na drodze spotykamy wiele podobnych rodzin, czasem poznajemy kogoś nowego podczas postoju. Innym razem wpadam na swoje czytelniczki i to jest zawsze bardzo miłe.

Bywa jednak tak, że natykamy się na sytuacje kompletnie dla nas niezrozumiałe. Takie momenty, gdy aż chce się zareagować, mimo że do tej pory nie zwracaliśmy nikomu uwagi. Wychodzę z założenia, że nie należy się wtrącać w wychowywanie i dbanie o dziecko pod warunkiem, że jest ono bezpieczne. Kiedy maluszkowi grozi niebezpieczeństwo mamy obowiązek zareagować.

Niestety, nie zawsze jest to możliwe. Stąd właśnie ten post na blogu. Być może przeczyta go ktoś, kto do tej pory nie zwracał na to uwagi lub nie widzi nic złego w swoim postępowaniu.

Kilka tygodni temu wracaliśmy całą rodziną z Niemiec. Autostrada, spory ruch na drodze, tiry, ciężarówki, wiele samochodów osobowych. Mijamy jeden za drugim, dzieci śpią, mąż prowadzi, ja zerkam za okno. Zjeżdżamy w końcu do miasta i stajemy na czerwonym świetle. Mimowolnie spoglądam na samochód stojący na pasie obok… i nie mogę uwierzyć w to co widzę. To wszystko trwa jedynie kilka sekund i nie mam czasu, by jakkolwiek zareagować. Poza tym czuję jak sztywnieję z bezradności. Światło zmienia kolor na zielony, my ruszamy w lewo, tamten samochód skręca w prawo. W szoku pytam męża: „widziałeś to?”

Na tylnym siedzeniu siedziała młoda kobieta. Karmiła piersią malutkie dziecko. Wyciągnęła je z fotelika i w czasie podróży spokojnie je nakarmiła. Pozostaje wierzyć, że absolutnie nie była świadoma zagrożenia i niebezpieczeństwa, jakie niesie ze sobą takie zachowanie (choć trudno jednak nie zdawać sobie sprawy z tak oczywistych rzeczy). Nie wyobrażam sobie, że świadomie mogłaby podjąć się takiego ryzyka.
Tyle mówi się o prawidłowym przewożeniu dzieci, odpowiednim dopasowaniu fotelika do wzrostu i wagi dziecka, zapinaniu pasów… A tu mama tak po prostu wyciąga maluszka z fotelika i spokojnie karmi podczas jazdy.

Bez znaczenia jest czy jedziemy autostradą czy ulicą w mieście. Nieważne czy jazda jest wolna i bezpieczna. Zagrożeniem mogą okazać się przecież inne pojazdy. Nie musimy być sprawcą stłuczki czy wypadku, by znaleźć się w niebezpiecznej sytuacji. Nigdy nie wiemy jaki kierowca będzie nas mijał. Nie możemy przewidzieć co może stać się za chwilę. Jest cała masa sytuacji, na które przecież nie mamy wpływu…

Rozumiem, że płacz dziecka może denerwować. Rozumiem, że świeżo upieczonej mamie może pękać serce za każdym razem, gdy jej maluszek płacze… Ale zawsze można zjechać z ulicy na parking, by nakarmić dziecko. Nie potrzeba do tego stacji benzynowej, która często jest „za 50 kilometrów”. Dbajmy o bezpieczeństwo dzieci. Ruszmy głową. Foteliki nie są stworzone po to, by dziecku było w samochodzie wygodnie, a po to, by było bezpieczne. Każdorazowe odpinanie pasów i wyciąganie malucha z fotelika stanowi zagrożenie dla jego zdrowia, a nawet życia.

Wiem, że dla wielu mam, które czytają ten wpis takie informacje są oczywiste, ale jak się okazuje, wciąż nie dla wszystkich. Dlatego jeśli możesz, podaj ten wpis dalej. Może komuś otworzą się oczy.

Polecamy również

Translate »