#WASZEWYZNANIA 36 / NIE CHCIAŁAM MIEĆ DZIECKA… ALE STAŁO SIĘ.

Przez

Witaj Nieperfekcyjna Mamo,

Piszę do Ciebie, żeby zwyczajnie się wygadać. Na co dzień o takich rzeczach się nie mówi, zwłaszcza, gdy ma się koleżanki, które są szczęśliwymi mamami. One nie widzą świata poza swoją rodziną. Niektóre pracują, inne postanowiły zostać w domu do osiemnastki dziecka, ale każda z nich czuje się spełniona.


Ja nigdy nie chciałam mieć dzieci. Byłam wzorową uczennicą, potem jedną z najlepszych studentek na roku. Skończyłam świetne studia, odbyłam staż i znalazłam wymarzoną, bardzo dobrze płatną pracę. Celowo nie piszę jaką, nie chciałabym, żeby któraś z uroczych mam mnie rozpoznała.


W czasie studiów poznałam faceta. Spotykaliśmy się przez rok. On miał duże plany, a w nich karierę, pracę i żonę, która ogarnie dom i gromadkę dzieci. Nie byłam tego typu kobietą i często snując plany na przyszłość spieraliśmy się. On próbował namówić mnie na założenie rodziny, ja marzyłam tylko o świetnym stanowisku i świętym spokoju. Rozstaliśmy się.


Potem zaczęłam spotykać się ze starszym facetem. Był po rozwodzie, miał dwoje dzieci z pierwszego małżeństwa. Byłam przekonana, że skoro jest spełnionym tatą to nie będzie chciał mieć więcej pociech. Ale i on po roku zaczął wspominać o potomku. Miał dwóch synów i marzyła mu się córka. Miałam jego dzieci na głowie dwa dni w tygodniu. To były zdecydowanie najgorsze dni w naszym związku. Rozstaliśmy się.


I w końcu pojawił się on. Od początku wiedział, że nie zamierzam zakładać rodziny. Moja kariera nabierała tempa, jeszcze rok albo dwa i byłabym na szczycie. Po zaledwie kilku miesiącach okazało się, że jestem w ciąży. Nie wiem jakim cudem, zawsze dbałam o to, by się zabezpieczyć. A że nie ma stuprocentowej metody antykoncepcyjnej, wpadliśmy. Nie chciałam dziecka, nie chciałam męża w kapciach, kolacyjek rodzinnych i całego tego bełkotu. Powiedziałam mu o ciąży, ale tym samym, zerwałam z nim.


Postanowiłam, że urodzę to maleństwo. Nie było niczemu winne, a ja nie uznaję aborcji na życzenie. Posypały się wszystkie moje plany, ale uznałam, że posiedzę z maluchem pół roku i wrócę do pracy.


Tak też się stało. Mój syn urodził się zdrowy, mimo, że sześć tygodni przed terminem. Były partner uznał go i płaci alimenty. Ja wróciłam do pracy, mały poszedł do żłobka, w weekendy zajmuje się nim ojciec.


Przeszkadza mi. Mój własny syn przeszkadza mi w życiu. Ciągle choruje, więc zabieram go ze żłobka, tracę godziny w pracy, znajome z pracy awansują, ja stoję w miejscu. Nikt mi nie wmówi, że dziecko nie ogranicza! Szef głośno pokazuje swoje niezadowolenie, mimo że staram się sprostać jego wymaganiom i powierzone mi projekty wykonuję na sto procent. Nie śpię w nocy. Ząbkowanie to jakiś koszmar, skoki rozwojowe mnie wykańczają.


Kocham swoje dziecko, to nie tak, że jestem zimną suką. Ale wiele bym dała, żeby cofnąć czas i nigdy nie zajść w ciążę. Okropne, co? Tak czuję, ale właśnie dlatego, że inne matki tego nie zrozumieją, nie mówię tego na głos. Zagryzam zęby i czekam na lepszy czas. O ile w ogóle jeszcze kiedyś nadejdzie.


Anita

 

#WASZEWYZNANIA to skryte maile, które publikuję za Waszą zgodą.

Jeśli chcecie podzielić się swoją historią piszcie na : kontakt@nieperfekcyjnamama.pl. Najciekawsze pojawiają się na blogu w każdą niedzielę.

Polecamy również

Translate »