POMOCY! MOJA CÓRKA SIĘ MASTURBUJE!

Przez

Tytuł przyciągnął, prawda? Taki był zamiar, bo tekst będzie ważny i zależy mi, żeby jak najwięcej osób go przeczytało. Od razu zaznaczę, że nie o moją córkę chodzi. Nigdy nie powstałby taki post o moim dziecku. Ale o masturbacji będzie. Między innymi.


Jest wtorkowe popołudnie. Mam chwilę dla siebie, więc zaparzam sobie kawę, odpalam komputer i siadam na kanapie. Półgodzinną prasówkę zaczynam od fejsa. Klikam w powiadomienia „Twoja znajoma XYZ skomentowała post…”. Wchodzę. Post o miesiączce po porodzie. Ktoś pyta „kiedy dostałyście okres”. Moja znajoma komentuje, że najpierw plamiła przez tydzień, a potem dostała takiej miesiączki, że ją dosłownie zalewało.


Łykam kawę. Spoko. Nie chciałam tego wiedzieć. Ale wyskoczyło. Co się przeczyta to się nie od-przeczyta. Mam tylko nadzieję, że mój mózg zdąży pozbyć się tej informacji do momentu, gdy spotkam ją w sklepie. Nie chcę kojarzyć jej z plamieniem po porodzie…


No dobra, to tylko szczegół. Być może się czepiam. Mogłam nie chcieć tego wiedzieć, ale ona czuła potrzebę odpisania na pytanie i to zrobiła. Decyduje o sobie jako dorosły, świadomy człowiek. Być może nie ma dla niej tematów tabu, a ja wcale nie musiałam pić tej cholernej kawy klikając w powiadomienia.


Ale nie trzeba długo czekać, gdy granica zdrowego rozsądku zostaje przekroczona. Grupa dla mam na facebook’u. „Pomocy! Moja dziesięcioletnia córka się masturbuje”. Że co??? Rozumiem, że to może być dla mamy problem. Rozumiem, że szuka pomocy i wsparcia, ale do jasnej cholery, na facebook’u? O dziesięcioletniej dziewczynce, która być może niebawem sama stanie się użytkownikiem fb? O dziewczynce, której koledzy lub koleżanki (czego nie popieram) już mają swoje konta?


Wiem, że to grupa dla rodziców. Ale wystarczyłoby, że na tej samej grupie znajdzie się osoba, która nie lubi, zwyczajnie, po ludzku nie lubi autorki wpisu. Screen. Szach mat. A potem taki screen błąka się po „madkowych” forach. Ktoś rozpozna mamę dziewczynki…


Ludzie! Nie mieści mi się to w głowie. Zdaję sobie sprawę z tego, że wpis na grupie nie miał na celu ośmieszenia córki, a pojawił się z troski i niewiedzy, ale właśnie po to piszę ten tekst (i mam ogromną nadzieję, że podacie go dalej), żeby uświadomić takich rodziców.


Zanim cokolwiek, COKOLWIEK, napiszecie o swoim dziecku w internecie, zastanówcie się czy chcielibyście, by taka informacja znalazła się tam O WAS. Ja nie chciałabym, by mama pisała, że miałam dziesięć lat i się masturbowałam.


Post zniknął, po delikatnej uwadze innej uczestniczki. I dobrze. Mam nadzieję, że żył zbyt krótko, by zrobić z tego jakiś użytek. Być może ta mama jest również moją czytelniczką, więc jeśli to czytasz, to wiedz, że nie jest to atak na Ciebie.


No i kiedy myślę sobie, że tego nic nie przebije, trafiam na post kobiety, która „z imienia i nazwiska” żali się na męża, że ma problem… z dojściem. Wchodzę na jej profil. „W związku małżeńskim z Piotrem T.”. Wchodzę do Piotra. Już wiem, że Piotr ma problemy z orgazmem. Ciekawe czy byłby szczęśliwy mając świadomość, że wie o tym również kilka tysięcy osób z kobiecej grupy facebook’owej. Śmiem wątpić. Myślę, że odebrałby to jak strzał w pysk. Ja bym to tak odebrała.


Zdjęcia dzieci? Dla mnie to osobny temat. Pokazuję fotki Martyny, ale Lili i Pauli dobrze widocznych na moich zdjęciach nie ma. Pisałam o tym. Martyna sama poprosiła o to, by ją pokazywać. Podjęła decyzję samodzielnie. A jej młodsze siostry są jeszcze zbyt małe, by zrozumieć czym jest internet. Czy jestem przeciwna wrzucaniu zdjęć swoich pociech? Nie, ale tu też trzeba mieć łeb na karku.


Bardzo łatwo nieświadomie zrobić z siebie pośmiewisko. Jeszcze łatwiej zrobić to swojemu dziecku czy partnerowi. Niby takie oczywiste, ale jak widać, nie do końca.


Myślmy.

Polecamy również

Translate »