#WASZEWYZNANIA 28 / MAMO, WYBACZAM CI…

Przez

Przez całe życie byłam tą słabszą i gorszą. Wszędzie: na podwórku przed blokiem, w szkole, wśród znajomych. Pochodzę z patologicznej rodziny, w której ojciec chlał do nieprzytomności, a kiedy się zbierał z podłogi to bił mamę i mnie. Dostawałam wszystkim co było pod ręką. Pasem, kablem, a nawet rzucił we mnie szklanką. Mam na pamiątkę przepiękne blizny na policzku.


Matka była mu wierna jak pies. Słuchała się go jak Boga. Nigdy nie narzekała, robiła po prostu swoje. Znienawidziłam ją za to. Z czasem nienawidziłam jej tak samo jak ojca. Po równo. Jego, bo lał mnie co sił, jej – bo na to pozwalała.


Wyprowadziłam się z domu zaraz po osiemnastych urodzinach. Dosłownie uciekłam stamtąd. Nie pożegnałam się, nie powiedziałam dokąd idę, nic. Czułam się wolna. Zamieszkałam 20 kilometrów od domu rodziców z pierwszym lepszym facetem, z którym od razu zaszłam w ciążę. Urodziłam Milenkę i myślałam, że teraz czeka mnie happy end.


Niestety, mój facet okazał się potworem. Nie, nie bił mnie. Znęcał się nade mną psychicznie. Cały czas słyszałam, że uratował mi życie, bo gdyby nie on to ojciec zatłukłby mnie. Twierdził, że jest moim wybawcą a ja mam być mu dozgonnie wdzięczna. Jednocześnie zdradzał mnie na prawo i lewo, a ja nie miałam dokąd pójść z małym dzieckiem, więc trwałam w tym.


Potem poszłam do pracy. Tam poznałam swojego obecnego męża, fantastycznego człowieka. Bardzo szybko odeszłam od partnera. Zakochałam się ze wzajemnością. Dziś jesteśmy bardzo szczęśliwym małżeństwem. Mamy dwóch synów i razem wychowujemy trójkę naszych pociech.


W międzyczasie zmarł mój ojciec. Nie byłam nawet na pogrzebie. Nie chciałam go żegnać, udawać, że mi przykro. Miałam to gdzieś. Wiodłam szczęśliwe życie i za nic nie chciałam wracać do tego co było.


Marek jest człowiekiem wierzącym. Przez cały czas namawiał mnie na spotkanie z mamą. Nie miałam z nią kontaktu od lat. On uważał, że powinnam wybaczyć albo chociaż z nią porozmawiać. Że bez wybaczenia nie można dobrze i spokojnie żyć. Uległam.


Pojechałam do mamy. Usiadłyśmy przy stole w kuchni. Tym samym, przy którym ojciec nieraz leżał nawalony… Wróciły wszystkie wspomnienia. W domu nic się nie zmieniło. To było bardzo trudne dla mnie przeżycie. Nawet teraz, gdy to piszę łzy kapią mi po policzku.


Chciałam zrozumieć dlaczego przez tyle lat pozwalała na krzywdę własnego dziecka. Spotykałyśmy się regularnie. Zaczęłam dostrzegać w niej coś, czego nie widziałam jako młoda dziewczyna. Ona była przestraszona życiem. Zdominowana przez ojca do tego stopnia, że wybaczyłaby mu wszystko. On zrobił jej pranie mózgu. Powoli, powolutku, gdzieś wewnątrz serca zaczęłam jej współczuć, a nawet wybaczać.


I nagle jak grom z jasnego nieba: wiadomość, że mama ma raka. Zmarła 5 tygodni po usłyszeniu diagnozy. Miałyśmy dla siebie 4 całe miesiące. Wybaczyłam jej i zdążyłam jej to powiedzieć. Ona zdążyła mnie przeprosić i poznać swoje wnuki. Jestem wdzięczna mężowi, że namówił mnie na powrót do przeszłości. Jestem szczęśliwa, że miałam możliwość poznać prawdziwą twarz mojej mamy.


Dokładnie 20 maja minie pół roku od jej śmierci. Tęsknię za nią. Za tymi czterema miesiącami kiedy po raz pierwszy miałam mamę. Nie mam żalu. Spotkamy się po drugiej stronie i wtedy nawet powiem jej, że ją kocham.

#WASZEWYZNANIA to skryte maile, które publikuję za Waszą zgodą.

Jeśli chcecie podzielić się swoją historią piszcie na : kontakt@nieperfekcyjnamama.pl. Najciekawsze pojawiają się na blogu w każdą niedzielę.

Polecamy również

Translate »