BOGATY I BIEDNY W JEDNEJ KLASIE STALI…

Przez

 

Sytuacje, których zdarza mi się być świadkiem przyprawiają mnie o szybsze bicie serca. Z różnych powodów. To co wydarzyło się ostatnio w kolejce do kasy wyjątkowo mnie wkurzyło. Poczułam wściekłość na ludzi. Wróciłam do domu i nie mogłam dojść do siebie. Następnego dnia chciałam mieć nadzieję… że to wszystko tylko mi się przyśniło. Niestety. Ta sytuacja jest w mojej głowie od dobrych kilku dni i wciąż tak samo boli.

No więc, stoję z wypchanym wózkiem w tej kolejce. Przede mną kilka osób z równie wypchanymi koszykami. Szukam wzrokiem innej kasy, ale wszędzie tłoczno. Przede mną stoi młoda kobieta, być może w moim wieku. Na jej widok myśli się: „fajna laska”. W oczy rzuciła mi się jej opalenizna. Niesamowita, pewnie wróciła z jakiegoś bajecznego miejsca. Idealnie uczesane włosy, świetne ciuchy. Ludzie lubią patrzeć na ładnych, zadbanych ludzi. Tym bardziej, że nie świeciła jakimś zwracającym uwagę makijażem ani nie miała tipsów długości mojej stopy. Moda na sztuczność chyba przeminęła.

Obok niej stał chłopiec. Wywnioskowałam, że to jej syn. Mógł mieć może 7-8 lat. Na pewno nie miał więcej niż moja Martynka. Być może nie zwróciłabym na niego uwagi, gdyby nie fakt, że połowę jego pleców zdobił ogromny znak znanej, dosyć drogiej marki. Poza tym, ludzie jakich wiele w sklepie. Do czasu…

Przy kasie obok stanęła kobieta z dwójką dzieci, dwoma chłopcami. Fizycznie bardzo różniła się od tej przede mną, ale jej pogodna, uśmiechnięta twarz wywoływała sympatię.

Laska przede mną: „O zobacz, to Filip z twojej klasy!”

Jej syn: „Przestań mamo, zobacz jak on jest ubrany. Te spodnie miał już rok temu. Nikt go w klasie nie lubi. Ubiera się jak biedak. Na wycieczki nie jeździ, nawet prezentu na mikołajki nie robił. Żeby mnie tylko nie zauważył!”

Matka: „A to faktycznie, nie pokazuj się…”

Myślałam, że się przesłyszałam. Stanęłam jak wryta. Zrobiło mi się tak cholernie smutno. Autentycznie łzy napłynęły mi do oczu. Żal mi było Filipa…

A potem poczułam jak wzbiera we mnie złość. Bo słowa chłopca wcale nie były najgorsze. „A to faktycznie…” było milion razy boleśniejsze. Ta kobieta przede mną wychowywała syna na bezdusznego snoba. Bo o ile istnieje jakikolwiek sensowny podział społeczeństwa, to na pewno nie jest nim podział ze względu na stan konta. Lub w tym przypadku, na stan konta rodziców. Miałam ochotę wytargać ją za te zadbane kudły. Nie zrobiłam tego.

To nie jest tak, że bogaci są źli, a biedni dobrzy. Wiele osób wzbogaciło się swoją ciężką pracą, wielu z nich miało szczęście, które potrafią docenić. I takich ludzi ogromnie szanuję, bo nie oszukujmy się, wszyscy chcemy żyć wygodnie. Ale kiedy taka baba pokazuje własnemu dziecku, że inne dziecko jest gorsze, bo nosi spodnie drugi sezon to kim ona jest?

Życiowe losy potrafią być przewrotne. Dziś ma kasę, jutro może jej nie mieć. Kto będzie wtedy przy niej, jeśli jedynym przyjacielem był pieniądz? Czy jej syn nie stanie się nagle Filipem? Jak mu to wtedy wytłumaczy?

Wiem, że tym wpisem nie zbawię świata, ale wkrótce zaczynamy nowy rok szkolny. Może warto choć wspomnieć o tym, że to my, rodzice, musimy uczyć swoje pociechy, by nie było podziałów na biedny i bogaty, chory i zdrowy… Życzę sobie i Wam, żeby naszych dzieci nigdy nie spotkało to, co Filipa. I żeby żadne z nich nie stało się chłopcem z ogromnym, popularnym znakiem na plecach.

Będzie miło, jeśli poślesz dalej ten tekst…

Polecamy również

Translate »