STADO MANIPULANTÓW I JA

 

(…) Zostając mamą, masz w głowie cały biznesplan. Wszystkie podręcznikowe rady znasz na pamięć, a odcinki Superniani obejrzałaś po sto razy. Zanim urodziła się Martyna, informacje o macierzyństwie czerpałam właśnie z tych źródeł. Ileż to razy, oglądając rozwrzeszczanego małolata w telewizji, myślałam sobie, że nigdy, absolutnie nigdy nie dopuszczę, by moje dziecko tak się zachowywało. Nie wiedziałam jeszcze jak to zrobię, ale wierzyłam głęboko, że stosując wszystkie wskazówki wykształconej pani z ekranu, zrealizuję swoje założenia.

Tymczasem mam wrażenie, że wraz z wypisem z porodówki powinno się wręczać niedoświadczonej mamie dokument z zaleceniem: „W razie wątpliwości skontaktować się z psychoterapeutą”. Bo czasem to on wydaje się bardziej potrzebny od rad „cioć złota rada”. Miło by było, gdyby ktoś jeszcze dorzucił karteczkę z napisem : „Olej doradców, to ty jesteś matką!”, bo właśnie w pierwszych tygodniach mama ma najwięcej wątpliwości i z własnej bezsilności zaczyna słuchać, co inni mają do powiedzenia.

A mają zawsze mnóstwo. I gdy tak cię usilnie atakują, zaczynasz się poddawać. Ich jest dużo, ty sama, zmęczona, wykończona psychicznie. Poza tym czujesz się nieatrakcyjna, zaniedbana i o niczym bardziej nie marzysz niż o tym, by przespać całą noc. A najlepiej tydzień.

I oto zjawia się ktoś, kto wierci ci dziurę w brzuchu, że nosić dziecka nie powinnaś, bo przyzwyczaisz. I sama się doigrasz. Niech się wypłacze, rozrosną mu się płuca. Tyłek się rozrośnie, myślisz. Przychodzi kolejny. Biegniesz od razu, jak zapłacze? Ty durna, nie wolno! Nie możesz być na każde zawołanie dziecka! Jedyne, co przychodzi ci do głowy, to popularne „Odwal się”. A jakiego kremu do pupy używasz? O nie, ten jest beznadziejny, kup tamten. A mleko? Moje dziecko po nim ma wzdęcia, najlepsze jest to w niebieskim opakowaniu. Kąpiesz codziennie? Zwariowałaś? Zmyjesz naturalną florę bakteryjną i będzie ci ciągle chorować. Teraz to się kąpie co kilka dni.

Aaaaaa! Sami się kąpcie co kilka dni, pijcie to mleko w niebieskim i smarujcie tyłki kremem, który wam odpowiada! Będę nosić, przytulać i biegać do swojej córki, kiedy tylko będę chciała. Tak myślisz. A co robisz, gdy wszyscy znikają? Wpadasz w depresję. Czy każdą rzecz robię źle? Może faktycznie nie powinnam być na zawołanie, może tamto mleko jest lepsze, a krem delikatniejszy? Dajesz sobą manipulować. Niechcący, niezauważalnie otoczenie, które chce być przyjazne, nagle staje się wrogiem publicznym numer jeden. I możesz wmawiać sobie, że ich uwagi nie robią na tobie wrażenia, możesz oszukiwać samą siebie. Wewnętrznie jednak czujesz, jak wpływają na twoje samopoczucie i wgniatają cię w ziemię swoim ciężarem.

Cóż, chyba nie pocieszy cie stwierdzenie, ze to normalne. Ale może pocieszy cię to, że za kilka miesięcy tak bardzo przyzwyczaisz się do dobrych rad, że przestaniesz je wręcz zauważać. Wiem, co mówię. Będziesz z dnia na dzień mądrzejsza i te ataki przestaną cię obchodzić. Nie będziesz mieć wyrzutów sumienia i tych ciągłych wątpliwości. Te ataki to będą takie, wiesz, ślepe naboje.

Dużo gorzej przechodzi się przez to, co samoistnie rodzi się w twojej głowie, gdy zaczynasz przyglądać się innym mamom. Na przykład na spacerze. Wkładasz dres, żeby było ci wygodniej, ciepłą czapę, żeby nie złapać przeziębienia, i nagle spotykasz dziunię w szpilach, z rozwianym włosem i w obcisłych dżinsach, delikatnie pchającą wózek z dzieckiem w wieku mniej więcej twojej pociechy. W jednej sekundzie stajesz się taka malutka, że prawie niewidzialna. Chciałabyś schować głowę w piasek niczym struś albo lepiej palnąć nią w beton, na którym stoisz. Już miałaś wrażenie, że dochodzisz do siebie, że wyglądasz całkiem nieźle, a tymczasem jakaś obca laska pokazuje ci, gdzie twoje miejsce w szeregu – domu, w dodatku gdzieś za kanapą albo w szafie. Schowaj się, kobieto, wcale nie jesteś zadbaną mamą. I jeszcze ten dres, nie mogłaś włożyć czegoś normalnego?

Apogeum pesymizmu i idiotycznych myśli następuje, gdy wybierasz się na imprezę, a najlepiej na jakiś kinderbal i, obserwując mamuśki, masz wrażenie, że każda jest lepsza od ciebie. Ta spokojniejsza, ta bardziej cierpliwa, ta lepiej tłumaczy dziecku, ta bardziej wypoczęta, a tamta jeszcze bardziej ogarnięta. Próbujesz wbić się w rozmowę, ale co jedna to mądrzejsza. No i te przechwałki. Mój miał osiem miesięcy i już chodził. A mój rok, jak korzystał z nocnika. Moja córka recytowała wiersze w drugie urodziny, a trzylatek zna na pamięć Pana Tadeusza. I nie wiesz, czy jeśli zaraz wybuchniesz śmiechem, to wywalą cię z imprezy, czy nawet tego nie zauważą, bo zbyt zajęte są przechwałkami na temat dzieci. Mimowolnie zaczynasz myśleć, że chyba zaniedbujesz swoje dziecko, bo jeszcze nie zapisałaś go na balet, nie potrafi liczyć po francusku do stu ani nie zna tabliczki mnożenia. A przecież ma już rok!

No i najlepsze, zjazdy rodzinne. Te, wiesz, z okazji urodzin, świąt i wszystkie inne, na których rodzina pojawia się po to, by delikatnie ci dopiec. Tak leciutko, niechcący wsadzić nóż między łopatki. „A to ona jeszcze nie je cebuli? A kapustę? Może śledzika? Moje dzieci jadły wszystko, kiedyś matki tak nie wydziwiały!”. W duchu krzyczę: „Co cię to obchodzi, babo jedna? Mogłaś swoim dzieciom nawet flaki serwować na śniadanie, od moich się odczep!”. A potem cioteczka, którą lubisz, ale która nie ma w zwyczaju myśleć o tym, co mówi, dokłada: „Jeszcze nie chodzi? Nie mówi? Nie śpiewa? Nie robi fikołków?”. Nie, leży. Po matce. Też lubię leżeć.

Z ulgą wychodzę z takich imprez, a potem w domu analizuję. Może za wolno rozszerzam jej dietę? Może powinna jeść już więcej produktów? Kurde, faktycznie dzieci w jej wieku już biegają. Może coś jest nie tak, może udać się do specjalisty?

Dam ci złotą radę, mimo, że sama ich nie lubię, ale ta wyjątkowo ci się spodoba. Po każdej z wyżej wymienionych sytuacji wróć do domu, stań przed lustrem i popukaj się w czoło. Żadnych durnych myśli, żadnych wątpliwości. Jeśli przed wyjściem byłaś przekonana, że wychowując swoje dziecko i dbając o nie każdego dnia, postępujesz prawidłowo, jeśli czułaś się elegancko i miałaś wrażenie, że w tej kiecce wyglądasz kobieco, to dlaczego zmieniłaś zdanie po powrocie? Bo ktoś dał ci do zrozumienia, ze jest inaczej? A kim jest ten ktoś? Wyrocznią? Jury w jakimś ważnym programie, które ocenia jakość twoich usług? To taki sam człowiek jak ty i zapewniam cię, że wcale mniej błędów w życiu nie popełnia. Za to potrafi nieźle się maskować i udawać alfę i omegę.

Zapomnij też o tych wszystkich genialnych dzieciach, które ćwiczą karate w wieku dwóch lat, żeby potem wystartować na igrzyskach olimpijskich. Bo sobie tak mamusia z tatusiem wymarzyli. To nic innego jak przerost formy nad treścią. (…)

(…) Doradcy to zaraza, której nie można się pozbyć. Im szybciej nauczysz się ich ignorować, tym lepiej dla twojego zdrowia psychicznego, naprawdę. Pomyśl, czy nie wyrządzisz sobie i dziecku krzywdy, jeśli wszystkie złote rady będziesz brała sobie do serca? Pewnie, wróć do domu, nakarm malucha śledziem, ucz na siłę chodzić i od razu zapisz na hiszpański. gdy trochę podrośnie, dorzuć naukę gry na gitarze, balet i koniecznie jeszcze jakiś język obcy. czy będzie szczęśliwe? A ty? (…)

To fragment mojej książki Nieperfekcyjna Mama. Do zakupienia w księgarniach oraz na stronie empik.com