CZEGO NAUCZYŁO MNIE DRUGIE MACIERZYŃSTWO

Przez
drugie macierzyństwo

 

Macierzyństwo to bardzo interesujące zjawisko. Mimo ogromu miłości i nieopisanych pozytywnych emocji często doświadczamy także tych złych. Bywa, że jesteśmy zwyczajnie rozczarowane. Codziennością, rodzicielstwem, partnerem, sobą.

Kiedy zostaje się mamą po raz pierwszy popełnia się masę błędów. Wydawać by się mogło, że macierzyństwo wzbogaci nas w jakieś nowe umiejętności, a tymczasem okazuje się, że wciąż jesteśmy takie same jak przed ciążą. Tylko obowiązków przybyło.

Kolejne dzieci zmuszają nas jednak do zmian. Drugie (trzecie, czwarte itd.) dodają nam odwagi, doświadczenia i luzu.

Każdego dnia zauważam u siebie te wszystkie fajne przemiany. I korzystam z nich w życiu codziennym. To bardzo pomaga.

  • Organizacja – Bardzo nie lubię określenia „dobrze zorganizowana”, bo to oznacza, że mama spełnia się w każdej dziedzinie życia, nie popełnia błędów i zawsze ze wszystkim zdąży na czas. Nie znam takiej osoby. Każdemu zdarzają się potyczki. Nie kładziemy się codziennie z myślą, że dom błyszczy, pranie wyprasowane do ostatniej koszulki, zakupy zrobione a my jeszcze zdążyłyśmy wypić ciepłą kawę i zrelaksować się. Brzmi jak bajka. Tymczasem organizacja jest potrzebna. I właśnie jej nauczyło mnie drugie macierzyństwo. Przy pierwszym dziecku trudno jest zapanować nad codziennymi obowiązkami, bo już dziecko samo w sobie jest „czymś” dla nas nowym. Kiedy zostaje się mamą po raz drugi, nic nas nie dziwi i nie zaskakuje. Nauczyłam się planować sobie dzień, tak żeby nasz dom nie wyglądał jak prawdziwy cyrk. I przeniosłam tę umiejętność do swojej pracy (mam tu na myśli blog, który poza ogromną przyjemnością i hobby jest także źródłem utrzymania). Systematyczność, ciągłe dążenie do rozwoju, opanowanie nowych kanałów social media. To wszystko nie byłoby możliwe, gdybym nie nauczyła się planowania. Dzięki temu udało mi się nawet napisać książkę!

  • Proszenie o pomoc – Mając jedno dziecko wstydziłam się prosić kogokolwiek o pomoc. Miałam świadomość tego, że są na świecie matki samotnie wychowujące dzieci, matki wielodzietne i takie, które emigrowały daleko w świat i nie mają do kogo się zwrócić. Ja tymczasem miałam swoją rodzinę blisko, męża przy sobie i „tylko” jedno dziecko. Jak mogłabym narzekać i prosić kogoś, żeby mnie wyręczył? Dokładnie tak wtedy myślałam. Przy mojej trójce bez żadnej pomocy zwariowałabym już dawno. Kiedy naprawdę muszę odpocząć, pojechać gdzieś lub napisać coś na zlecenie, nie boję i nie wstydzę się poprosić, żeby mi ktoś pomógł. I to samo przeniosło się do innych dziedzin mojego życia. Jeśli czegoś nie rozumiem, a jest to niezbędne w mojej pracy (nie będę zanudzać szczegółami), to zwyczajnie pytam. Genialne w swej prostocie.

  • Marzenia – O ile przy pierwszej córce mogłam jeszcze pomyśleć o sobie, o tyle kompletnie tego nie robiłam. Przy kolejnych bliźniaczkach nie było takiej możliwości. „Zabierały” mi dwadzieścia cztery godziny z całej doby. Czy mogłabym marzyć o czymś innym niż sen? Otóż, zupełnie przewrotnie tak. Nie mając początkowo czasu dla siebie w ciągu dnia, postanowiłam, że znajdę go za wszelką cenę. Że nie dam zamknąć się w złotej klatce macierzyństwa i że ja również mogę mieć coś swojego. To zaowocowało tym, że teraz mam nie tylko swój blog, ale również książkę. Gdyby ktoś powiedział mi o tym, gdy zostałam mamą sześć lat temu, wyśmiałabym go.

Drugie macierzyństwo jest trudne, bo przybywa obowiązków. Jest trudne, bo chce się być nadal dobrą mamą, a czasem to oznacza rozdwojenie się (lub roztrojenie). Dosłownie.

Ale właśnie przy kolejnych dzieciach zaczynamy dostrzegać to, czego nie widziałyśmy na początku swojej macierzyńskiej drogi. A to jest warte tego trudu.

FOT. Ewelina Gregulec

Polecamy również

Translate »