ZMARNOWAŁAM DZIEŃ, MIESIĄC, ROK (?)

 

Nie jest łatwo być mamą. Bez względu na to czy zostajesz nią po raz pierwszy czy kolejny. Chcesz sprostać wymaganiom dzieci, męża, otoczenia, swoim… Nieraz ocierasz rękawem kąt oka, żeby nie okazać słabości. Nieraz krzyczysz w duchu z bezsilności. Wieczorami padasz na kanapę i myślisz: „jestem kiepską mamą”.

Liczba wyrzutów jest wprost proporcjonalna do liczby dzieci. Miało być wesoło, radośnie, rodzinnie. Oczami wyobraźni widziałaś już tę sielankę. Rodzeństwo. Czy to nie brzmi cudownie? Mieć kogoś już na całe życie? Wiedzieć, że kiedy ciebie zabraknie na świecie oni będą mieli siebie.

Tymczasem poza wszystkimi chwilami z marzeń trudna rzeczywistość zdaje się kopać cię nawet wtedy, gdy upadasz. Wzięłaś na swoje łopatki ciężar, który cię przygniata. Z każdym płaczem, krzykiem, marudzeniem ten ciężar jest coraz bardziej męczący.

Lista moich błędów wydaje się nie mieć końca. Kiedy kładę wieczorem starszą córkę do łóżka mam ochotę tulić ją w nieskończoność… i przepraszać.

Za to, że zajęta młodszym dzieckiem krzyknęłam na nią podczas gdy ona zwyczajnie potrzebowała mojej uwagi. Za wszystkie „zaraz”, „potem”, „nie mogę”, „nie mam czasu”. Chcę przepraszać za każdą bajkę włączoną po to, żebym mogła chociaż młodsze dzieci wykąpać. Za brak uwagi właśnie wtedy, gdy jej zależało.

Obok wszystkich wspaniałych wspólnych chwil wciąż wyłapuję te, które zmarnowałam. Te, które mogły być tylko nasze. Dorzucam jej nowych obowiązków, uczę dbać o młodsze siostry z nadzieją, że kiedyś to zaprocentuje. Ale wciąż widzę to rozczarowanie i smutek w oczach, że mamy nie ma już na wyłączność. Że teraz trzeba się nią dzielić. Że odebrałam jej część siebie.

Mam ochotę dziś krzyczeć i wyć do księżyca. Nie rozdwoję się przecież. Nie potrafię w jednej chwili być w dwóch miejscach naraz. Kupiłam jej nową grę. Chciałam dobrze, a w domu dopadły mnie myśli : „nie kupisz sobie jej miłości”. Czy faktycznie nieświadomie próbuję tą zabawką zagłuszyć własne wyrzuty? Czy można cokolwiek dać zamiast wspólnego czasu?

Jesteśmy uzależnione od pory spania młodszych dzieci. Tylko wtedy możemy być we dwie. Jak kiedyś. Gdyby wtedy można było zatrzymać czas… Ona tak szybko rośnie, tak szybko się zmienia, jest już taka mądra. Za chwilę nie będzie już chciała spędzać wieczorów z mamą. Będzie miała swoje sprawy. Nie ma tam miejsca dla starej na niczym nie znającej się matki. Czy wtedy nie będę wyrzucać sobie zmarnowanych chwil? Tego czasu nikt nam już nie zwróci. Jej dzieciństwo nigdy więcej się nie powtórzy. Muszę poczekać, jeszcze chwilę, jeszcze trochę, niech tylko młodsze podrosną, wszystko się odmieni.

Kiedy patrzę na ich wspólną zabawę, szaleństwa i wygłupy cieszę się, że tak bardzo się kochają. Kiedy wychodzimy całą rodziną celebruję w duszy te chwile. Rodzina. Przecież o tym zawsze marzyłam. Oto jest. Moja, cudna.

Czas otrzeć łzy. To tylko ciężki dzień. Jutro otrzymam nową szansę na bycie fajną mamą. Może jej nie zmarnuję.

Opublikowany w Blog