KRYZYS PIERWSZEGO DZIECKA

Przez

Nareszcie jesteś mamą! Spełniło się wasze marzenie. Do pełni szczęścia brakowało wam przecież tylko jednego. Potomka. Cudnego, ukochanego, wychuchanego dzieciątka. Macie tyle planów, tyle wspólnych marzeń. Teraz będzie już tylko dobrze, teraz będzie fajnie. Tymczasem wcale nie jest… Wasze ukochane dziecko zamiast zbliżyć was jeszcze bardziej do siebie, zaczyna dzielić. Pojawia się złość, kłótnie, wzajemne pretensje i ciche dni. Dlaczego? Odpowiedź wydaje się prosta. To nie dziecko jest temu winne a wy sami!

MAMA:

  • Nie jest tajemnicą to, że kiedy dziecko znajdzie się po drugiej stronie brzucha, nasz świat wywraca się do góry nogami. Nagle okazuje się, że poza słodkim bobasem czeka nas sporo nowych wyzwań, mnóstwo obowiązków i stres. Każda świeżo upieczona mama boi się czy sobie poradzi, w głowie stawia sobie mnóstwo pytań i cokolwiek zrobi od razu pojawiają się wątpliwości. Poczucie odpowiedzialności za małego człowieka przerasta nasze siły. Chcemy być idealne, perfekcyjne, wspaniałe. Stresujemy się każdym dłuższym płaczem. To już kolki czy jeszcze coś innego? I kogo tu zapytać? Partnera? Przecież jest tak samo zielony, co on może wiedzieć? Nawet jeśli próbuje pomóc, to dla nas nie jest wiarygodnym źródłem informacji na temat noworodka.

  • Okazuje się, że nieprzespane noce wcale nie są tak lekkie jak nam się wydawało w ciąży a w ciągu dnia nie ma szans, żeby je odespać, bo przecież czekają nas jeszcze domowe obowiązki. Pojawia się zmęczenie, które z kolei powoduje frustrację. Chciałybyśmy przespać kilka godzin bez wstawania, ale przecież mąż piersi nie wyciągnie, a ten mały człowiek wydaje się być głodny non stop.

  • Myślałaś, że po porodzie szybko wrócisz do formy. Że obwisły brzuch nie będzie dotyczył ciebie. Tymczasem wisi ci to coś, co sprawia, że masz mdłości patrząc w lustro. Nie dajesz sobie czasu na unormowanie się wszystkiego co sprawiło, że twoje ciało jest teraz zupełnie inne. Nie przyjmujesz do wiadomości, że jeszcze jest za wcześnie na spodnie w rozmiarze 36. Stoisz nago przed lustrem i masz ochotę krzyczeć do tego grubego babska, żeby sobie odeszło. Jak rozebrać się przed mężem? Jak mu się tak pokazać? I cholera co zrobić jeśli w intymnej chwili wybuchnie ci cyc z mlekiem? Unikasz więc zbliżenia wymigując się zmęczeniem albo faktycznie próbujesz szybko zasnąć zanim napalony chłop wryje się do łóżka.

  • Brak czasu, zmęczenie i stres powodują, że przestajemy o siebie dbać lub nie dbamy już tak bardzo jak kiedyś. Jeśli w dodatku nie widzimy pozytywnych zmian w swoim ciele mimo diety i ćwiczeń to tym bardziej odechciewa nam się starać. Uważamy, że jeśli same widzimy w sobie katastrofę to zobaczy ją w nas także partner. Koło się zamyka. Szaleństwem jest dłuższa kąpiel, najchętniej założyłabyś sobie na łeb wiadro a ciało schowała w worku po ziemniakach. I faktycznie, w takim wypadku stajesz się nieatrakcyjna. Na własne życzenie.

TATA:

  • Tu mamy dwa typy. Ten, któremu wydaje się, że dziecko to sprawa partnerki a on przyniesie kasę do domu i na tym poprzestaje. I ten, który chce aktywnie uczestniczyć w pielęgnacji i wychowywaniu dziecka. Typ number one to tragedia dla kobiety, której świat wywraca się do góry nogami, która potrzebuje wsparcia a tymczasem jej słowa odbijają się echem w domowych ścianach i która oczekuje pomocy a słyszy jedynie, że od wieków to baby zajmowały się dziećmi. Przecież nie tak było ustalane wcześniej, ale co to teraz zmieni? Typ drugi, niestety najczęściej jest odpychany przez mamy. Bo każdej wydaje się, że zrobi coś lepiej, szybciej, sprawniej, że bardziej się zna a wielkie łapy faceta zrobią maluszkowi krzywdę. Najpewniej upuści dziecko albo utopi w wanience. Taki partner zaczyna się wycofywać, bo nie będzie przecież wyrywał swojego potomka z rąk przerażonej matki. Kryzys gotowy.

  • Seks. Albo są zbyt nachalni i nie rozumieją, że kobieta nie akceptująca zmian w swoim ciele nie rozłoży ud na raz, dwa, trzy, albo sami swoim zachowaniem upewniają swoją partnerkę w tym, że hola hola, miałaś być szczupła a tu ci wisi. Oszukałaś go, jak żyć?

Wspólnym mianownikiem zarówno dla mam i ojców jest rozmowa. Na każdy temat. I o ile w początkowym etapie rodzicielstwa oboje czują, że los trochę z nich zakpił, o tyle po poważnej i szczerej rozmowie można naprawdę zmienić to, co w tym momencie wydaje się niemożliwe. Gdyby tak nie było mielibyśmy wysyp rozwodów w pierwszym półroczu życia każdego dziecka. Tymczasem są rodziny, które sobie z tym radzą. Czasem w ostatniej chwili, ale znajdują wspólny język. Połączyła nas przecież miłość a nowy rozdział w naszym życiu, mimo że faktycznie jest trudny, to jednak powinien być wspólny. I skoro są związki, które przetrwały, to dlaczego nasz miałby umrzeć?

Polecamy również

Translate »